Subscribe

Trekking na Azorach - piesze wycieczki, szlaki turystyczne, punkty widokowe.

2018-11-02

Wpis opublikowany w listopadzie 2018 roku. Ceny, rozkłady, przepisy i inne informacje praktyczne mogły się od tego czasu zmienić.

O Azorach dużo mówi się w kontekście dzikiej przyrody, czystego środowiska i naturalnego charakteru wysp. Azory mają być rajem dla miłośników przyrody, dla wszystkich chcących uciec od cywilizacji i pobyć sam na sam z naturą. To wszystko prawda. Dziwi mnie tylko niewielka ilość publikacji na temat szlaków turystycznych na Azorach. Sao Miguel, której poświęcam ten wpis, ale też inne wyspy archipelagu są znakomitym miejscem na trekking. Zmienny krajobraz, urozmaicone ukształtowanie terenu, przyrodnicze ciekawostki i przede wszystkim łatwa dostępność szlaków powinny już dawno wypromować Azory wśród fanów pieszych wycieczek.

W tym artykule postaram się wybrać trzy nieoczywiste szlaki wycieczkowe, których przejście pozwoli poznać całe spektrum krajobrazów, jakie można uchwycić na Azorach. Turysta będzie miał możliwość przedzierać się przez gęsty las przypominający dżunglę, przekraczać strumienie, okrążać jeziora i podziwiać gorące wulkaniczne źródła. Szlaki prowadzić będą zarówno po płaskim, jak i stromo pod górę. Niezapomniane widoki gwarantowane - co ważne, niezależnie od pogody! Trekking na Azorach to niezapomniana przygoda… Wyruszamy?

1.Caldeiras da Ribeira Grande - Salto do Cabrito

(szlak PR29SMI, czas przejścia: 2,5 h, dystans: 7,5 km, trudność: średni)

Zaczynamy od spektakularnego szlaku eksplorującego teren wokół położonej w gęstym lesie elektrowni termalnej i zasilających ją strumieni. Szlak zaczyna i kończy się w tym samym miejscu, umożliwiając zmotoryzowanym turystom dojazd i powrót własnym samochodem. Chcąc dostać się na szlak musimy z obwodnicy Ribeira Grande odbić na rondzie w brukowaną drogę, podążając za znakiem „Termas”. Droga prowadzi ostro pod górę wijąc się między pagórkami. W deszczowy dzień podróż w stronę Caldeiras da Ribeira Grande może spowodować mocniejsze bicie serca. Kostka brukowa jest śliska, a droga wąska, kręta i pełna wybojów. Po dotarciu na miejsce auto zostawiamy na parkingu przylegającym do kompleksu termalnego Caldeiras da Ribeira Grande.

W tym momencie powstrzymajmy się przed silną pokusą wskoczenia do gorącego basenu. Gwarantuję, że przyjemność płynąca z gorącej kąpieli będzie większa, gdy do wody wskoczymy przemoknięci i zmęczeni po ukończeniu całej trasy wycieczkowej. Póki co cofnijmy się kilkadziesiąt metrów w dół by na skrzyżowaniu skręcić w drogę prowadzącą w kierunku Lombadas/Monte Escuro. Skrzyżowanie, a także dalsze odcinki szlaku, są bardzo dobrze oznaczone i nie sposób się tu zgubić.

Spiętrzenia wody - wędrówka kanałem - Fajã do Redondo

Pierwszy odcinek szlaku prowadzi trawiastą wyżyną najczęściej tonącą w oparach mgły i dymu. Nawet gdy dzień jest pogodny, z licznych otworów w ziemi ulatnia się dwutlenek węgla pomieszany z parą wodą - namacalny znak silnej aktywności wulkanicznej tego obszaru. Stężenie CO2 jest na tyle wysokie, że tabliczki przestrzegają podróżnych przed schodzeniem ze szlaku i przebywaniem przez dłuższy czas w zagłębieniach terenu. Pierwszy fragment szlaku to zdecydowanie niedobre miejsce na piknik.

Kilkaset metrów dalej docieramy do pierwszej tamy i spiętrzenia, w którym stojąca woda jest oczyszczana z mułu i zawiesiny i kierowana dalej do elektrowni. My podążać będziemy w górę strumienia zasilającego elektrownię, od tej pory maszerując betonowym obmurowaniem kanału przebijającym się przez gęsty, przypominający deszczowy las. Pamiętajcie o butach na stabilnej podeszwie, brzeg kanału jest śliski i często zalewany wodą.

Po kilkunastu minutach oczom turysty ukaże się kolejna, imponujących rozmiarów tama Fajã do Redondo, z której rozpościera się ciekawa panorama na położoną niżej dolinę. Masywna tama spiętrzająca wody niewielkiego strumienia pośrodku lasu wygląda wręcz nierealnie. Czarne porośnięte kolorowym mchem kamienie, niewielkie okienka zamontowane w grubych ścianach i tony żeliwnej aparatury sobie znanym sposobem opierające się rdzy tylko cudem opierają się naporowi bujnej roślinności. Całość tonie we wszechobecnej mgle i budzącej niepokój ciszy, która ustępuje rykowi spiętrzonej wody w miarę zbliżania się do budowli.

W tym miejscu szlak zawraca pozostawiając lekkie uczucie niedosytu. Dolina ciągnie się przecież dalej… Przy pierwszej tamie szlak poprowadzi nas tym razem w prawo, w górę zbocza.

Wzdłuż rury przez las do wodospadu Salto do Cabrito

Kolejny odcinek prowadzi wzdłuż grubej rury, którą przepływa wstępnie oczyszczona woda do elektrowni. Tu znów miła niespodzianka. Pomimo gęstej roślinności i trudnych warunków (mało miejsca, wąskie przejścia, błotnisty teren) szlak jest bardzo dobrze utrzymany. Ułatwienia w postaci niewielkich mostków przeprowadzających z jednej strony rury na drugą bardzo się przydają.

Szlak nie pozwala się nudzić. Początkowo droga wije się wśród imponujących japońskich cedrów stromo w dół, by po kilkuset metrach dotrzeć do nieczynnej elektrowni Fajã do Redondo. W tym miejscu turysta musi przekroczyć strumień wspinając się po wąskim metalowym chodniczku przerzuconym ponad strumieniem. Szybsze bicie serca, kilkanaście uważnych kroków, spocone ręce kurczowo trzymające się barierki i oto jesteśmy po drugiej stronie.

Dalej jest tylko lepiej. Metalowy chodniczek dalej prowadzi po rurze, teraz wąską półką skalną wykutą w kamiennym zboczu. Dopiero teraz zdajemy sobie sprawę z wysokości, na której właśnie się znaleźliśmy. Wysokie i strome ściany wąskiej doliny dają też wyobrażenie o sile wód strumienia uparcie drążących skałę od kilkuset lat. Bardzo strome i wąskie schodki na końcowym odcinku szlaku sprowadzają nas na teren kolejnej, tym razem czynnej elektrowni hydrotermalnej Salto do Cabrito. Budynek położony jest w sąsiedztwie przepięknego wodospadu o tej samej nazwie. Niedaleko znajdziemy także bijące ze skały źródełko, z którego napić się można ciepławej, silnie gazowanej wody mineralnej.

Końcowy odcinek szlaku jest nieco mniej widowiskowy, ale wcale nie nudny. Turysta wraca wąską asfaltową ścieżką prowadzącą przez pastwiska i pola uprawne. Jedynym niebezpieczeństwem czekającym na piechura na tym odcinku szlaku są liczne krowie placki, którymi usiana jest nawierzchnia drogi i poważne, jakby smutne spojrzenia pasących się za niskim ogrodzeniem krów.

2.Ribeira do Faial da Terra - wodospady Salto do Prego, Salto do Cagarrão

(szlaki PRC09SMI oraz PR11SMI, czas przejścia: 4h , dystans: 10,5km , trudność: średni)

Szlak zaczyna się i kończy w miejscowości Faial da Terra, która sama w sobie stanowi interesujący cel wizyty. Położone we wschodniej, słabo rozwiniętej i przeciętnie skomunikowanej części wyspy miasteczko wciśnięte jest pomiędzy strome zbocza niedostępnej doliny. Ze światem łączy je przyprawiająca o zawrót głowy serpentyna wijąca się pomiędzy imponującymi klifami. Po dotarciu na miejsce turystę uderzy spokój, jeszcze bardziej wyczuwalny niż w i tak cichej centralnej części wyspy. Ciszę przerywa tylko dźwięk kościelnych dzwonów odbijający się zwielokrotnionym echem od zboczy doliny.

Nacieszywszy zmysły chwilą naturalnej medytacji turysta powinien skierować swoje kroki w stronę przystanku autobusowego. W jego sąsiedztwie znaleźć można schematyczną mapę okolicy z naniesionymi szlakami turystycznymi. Droga prowadzi łagodnie, ale zdecydowanie pod górę, wzdłuż przepływającego w dole strumienia. Turysta wchodzi w las, który gęstnieje w miarę zbliżania się do pierwszego wodospadu.

Ten odcinek szlaku jest jeszcze dość popularny wśród turystów, którzy przemierzają go z ręcznikami przewieszonymi na szyi, czasem w klapkach na stopach. Biorąc pod uwagę stromy charakter ścieżki, która dodatkowo usiana jest śliskimi i wilgotnymi kamieniami, taki sposób ubioru budzi początkowe zdziwienie. Sytuacja wyjaśnia się po dotarciu do wodospadu Salto do Prego. Spadająca z hukiem woda wyżłobiła w skałach sporych rozmiarów nieckę umożliwiającą zanurzenie całego ciała. Amatorów kąpieli, pomimo dojmująco zimnej wody, nie brakuje. Ci obdarzeni silniejszymi nerwami mogą obrać przeciwny kierunek i wspiąć się do punktu widokowego wyznaczonego tuż ponad miejscem, z którego woda z impetem spada w przepaść.

Salto do Cagarrão

Prawdziwie ekscytująca trasa zaczyna się tak naprawdę dopiero po minięciu pierwszego wodospadu. Oznaczony żółto-czerwonym kolorem szlak odbija mocniej w górę zbocza. Las staje się coraz bardziej dziki, ścieżka zwęża się i co rusz ginie za kolejnym zakrętem. Turysta pokonuje kolejne metry otoczony majestatycznymi, przypominającymi sekwoje drzewami. Pomarańczowo-brązowe wysokie pnie należą do cedrów japońskich nadających trasie wyjątkowego, wręcz magicznego charakteru.

Przeciskając się pomiędzy tymi monumentalnymi drzewami trudno uwierzyć, że krajobraz Azorów tworzą dziś gatunki, które rosną na wyspie od niedawna. Większość z rosnących na Azorach roślin sprowadzili przecież osadnicy, wyspy w momencie ich odkrycia pokryte były tylko zaroślami i niewysokimi lasami.

Ukształtowanie terenu zmienia się. Łagodne zbocza ustępują miejsca głębokim wyrwom i stromym dolinom. Na ostatnim odcinku szlaku marszruta staje się na tyle trudna, że dla poprawy bezpieczeństwa nad wyrwami przerzucane są mostki. Im bliżej celu podróży, tym stan mostków gorszy. Jedna z ostatnich przepraw przynosi sporą dawkę adrenaliny. Spróchniałe ze starości, rozklekotane deski trzeszczą pod każdym krokiem turysty. Sytuacji nie poprawia dziurawa i rozpadająca się barierka. Lepiej nie myśleć o konsekwencjach potencjalnego upadku - tej części wyspy zasięg telefonii komórkowej nie obejmuje…

Wodospad Salto do Cagarrão znajduje się w głębokiej niecce, na której krawędź doprowadza nas ostatecznie szlak turystyczny. Widok dzikiego, nieujarzmionego wodospadu uparcie przebijającego się przez zieloną gęstwinę jest swoistą manifestacją siły przyrody i zapada na długo w pamięć. Po zejściu po stromych i śliskich metalowych schodkach na dno niecki turysta staje sam na sam z huczącą wodą wodospadu. Wszechobecna wilgoć i zapadający powoli zmierzch potęgują uczucie chłodu, tak rzadkie na Azorach bez względu na porę roku. Czas wracać.

Aldeia do Sanguinho

Droga powrotna prowadzi w większej części po własnych śladach. Chcąc wymknąć się monotonii zdecydowanie warto wybrać okrężną trasę przez wioskę Aldeia do Sanguinho. Jest to miejsce przedziwne i budzące uczucie niesprecyzowanego niepokoju. Oto tuż po wyjściu z gęstwiny lasu, na szerokiej polanie oczom turysty ukazuje się kilka rzędów stosunkowo zadbanych kamiennych domów ustawionych przy brukowanych uliczkach.

Równo przystrzyżone żywopłoty, bujne palmy opierające się niemal o ściany domów i szmer wody z fontanny tworzą początkowo przyjemny obraz. Do świadomości piechura zaczyna jedna docierać ta myśl - w całej wiosce nie ma ani jednego człowieka, panuje tu absolutna cisza. Co ciekawsze, na murkach domów widać dopalające się jeszcze świeczki i lampiony, dające świadectwo całkiem niedawnej obecności ludzi. Gdzie poszli? Co działo się tu jeszcze kilka godzin lub dni temu?

Jedyny obecnie mieszkaniec wioski - leniwy kot raczej nie udzieli odpowiedzi na to nurtujące pytanie. Niespiesznym krokiem odprowadzi turystę na skraj wioski jakby wskazując dalszą drogę, obliże łapę i zawróci pilnować spokoju tajemniczej Aldeia do Sanguinho.

3.Lagoa do Fogo, wokół jeziora

(brak oficjalnego szlaku, czas przejścia: 4h , dystans: około 14km , trudność: łatwy)

Lagoa do Fogo to obowiązkowy punkt wizyty każdego turysty odwiedzającego wyspę Sao Miguel. Zastanawiać może dlaczego umieściłem to miejsce na liście alternatywnych szlaków turystycznych na Azorach - przecież każdego dnia docierają tu „tłumy”* turystów. Prawda to i nieprawda. Owszem, w okolice jeziora Lagoa do Fogo codziennie przyjeżdża kilka setek turystów. Jak na Azory to bardzo dużo. Prawie żaden z nich nie dotrze jednak nad samo jezioro, zadowalając się zrobieniem pamiątkowego zdjęcia z położonego kilkadziesiąt metrów powyżej punktu widokowego.

Punkt widokowy wyznaczono tuż przy szosie, zaraz obok parkingu. Trzeba uczciwie przyznać, panorama rozciągająca się z Miradouro da Lagoa do Fogo jest nieprawdopodobna. Jeden z piękniejszych widoków, jakie miałem przyjemność oglądać w życiu, śmiało konkurujący o palmę pierwszeństwa ze słynnym Sete Cidades. Na tym jednak atrakcje w okolicy Lagoa do Fogo wcale się nie kończą.

Kilka metrów poniżej wydeptanej skarpy, na której tłoczą się turyści trzymający w spoconych dłoniach aparaty fotograficzne wypatrzeć można wąziutką ścieżkę. Podążając za nią wzrokiem dostrzeżemy, że stromą i krętą trasą prowadzi aż na sam dół krateru, który zalała Lagoa do Fogo i przechodzi tam płynnie w kamienistą plażę. Ścieżka nie jest w żaden sposób oznaczona ale od miejscowych wiem, że jest zwyczajowo wykorzystywana do zejścia nad jezioro. Podążając ścieżką nie łamiemy prawa i nie niszczymy przyrody. W tym spostrzeżeniu upewnia niewielka drabinka, którą zainstalowano przy samym zejściu na plażę, a która ewidentnie ma ułatwić turystom osiągnięcie poziomu tafli jeziora.

Bezludne plaże, drapieżne mewy

Po osiągnięciu poziomu jeziora trafiamy niemal natychmiast na jedną z wielu kamienistych plaż. Ci bardziej leniwi zadowolą się pewnie zaliczeniem pierwszego etapu wycieczki i zrzucą plecak by zanurzyć stopy w przyjemnie letniej wodzie. Po przeciwnej stronie jeziora majestatyczne strome skały na zielono odcinają się od szarobłękitnej tafli jeziora. W oddali narasta krzyk mew zwielokrotniony echem. Odgłosy cywilizacji są z tego miejsca nieuchwytne.

My jednak po krótkiej przerwie wędrujemy dalej. Mniej lub bardziej widoczna ścieżka prowadzi niemal przy samym brzegu jeziora i ginie za zakrętem cypla. Kolejna zatoka jest jeszcze spokojniejsza - docierają do niej nieliczni. To dobry moment na zanotowanie niespotykanej przejrzystości i czystości wód jeziora, która przybiera różną barwę w zależności od pory dnia i oświetlenia.

Po minięciu drugiego cypla wychodzimy na otwartą przestrzeń, po obu stronach mając wody laguny. Mniejsze jeziorko po lewej stronie jest sanktuarium ptactwa, zwłaszcza mew, które późną wiosną setkami zlatują się nad Lagoa do Fogo by założyć gniazda i wychować młode. Nierozważny turysta może bardzo łatwo pójść o jeden krok za daleko i wkroczyć na teren gniazdowania.

Mewy stają się wtedy zaskakująco agresywne: pikują z wysokości z głośnym krzykiem by zawrócić dosłownie kilka centymetrów nad głową. Co bardziej zuchwałe usiłują trafić człowieka… guanem! Mocno łopoczą skrzydłami. Im bliżej, tym bardziej ataki ptaków nasilają się. Wydaje się, że każdy kolejny atak skończy się atakiem dziobem lub szponami. Kilkanaście wściekle atakujących ptaków może przepłoszyć każdego drapieżnika, tym bardziej człowieka. Można założyć, że późną wiosną szlak jest właściwie zamknięty dla ludzi. Ptaki są do tego stopnia zdeterminowane, by bronić swego potomstwa, że oficjalne ostrzeżenie przed nimi znajdziemy na stronie portugalskiej poświęconej pieszym wycieczkom po Azorach TUTAJ.

Kontynuacja szlaku

Po minięciu płytkiego jeziorka po lewej teren staje się monotonny, co wcale nie oznacza nudny. Turysta pokonuje kolejne zatoczki, odkrywa kolejne puste plaże mając za plecami strome skały pokryte bujną roślinnością. Mając do dyspozycji cały dzień można pokusić się o okrążenie całego jeziora i zakończenie trasy w punkcie wyjścia: w Miradouro da Lagoa do Fogo.

Azory trekking

Mam nadzieję, że tym artykułem zachęciłem przynajmniej część z Was do rozważenia Azorów pod kątem pieszych wędrówek. Niewątpliwym atutem tych portugalskich wysp jest możliwość uprawiania turystyki pieszej przez cały rok. Jestem przekonany, że popularność Azorów jako raju dla piechurów i wycieczkowiczów będzie rosła. A jako że najciekawsze szlaki to te jeszcze niewydeptane, warto pospieszyć się z wizytą na wyspie Sao Miguel!

*”tłumy” turystów na Azorach to nie te same tłumy, jakie znamy z europejskich ulic. Na Azorach tłumem jest grupka kilkunastu osób stojących w niewielkiej odległości od siebie.

Podobne wpisy

Determined woman throws darts at target for concept of business success and achieving set goals