Subscribe

Alpy Szwajcarskie latem - propozycje szlaków dla początkujących. Blog.

2019-11-04

Wpis opublikowany w listopadzie 2019 roku. Ceny, rozkłady, przepisy i inne informacje praktyczne mogły się od tego czasu zmienić.

Alpy Szwajcarskie latem otwierają się na turystów początkujących. Ze szlaków znika śnieg i możliwe jest zorganizowanie wycieczki nawet do wysokości 3000 metrów bez konieczności zakładania raków czy noszenia ciężkiego sprzętu wspinaczkowego. Widoki są niesamowite, nieporównywalne z doświadczeniem tatrzańskim. W tym wpisie skupię się na propozycjach takich tras trekkingowych, na które wystarczy doświadczenie tatrzańskie latem. Trasy nie prezentują większych trudności technicznych i pomyślane są dla osób początkujących z Alpami lub planujących wycieczki na pochmurny dzień. Ci szukający wycieczek aklimatyzacyjnych także znajdą coś dla siebie.

Alpy Szwajcarskie : miejscowości i miasta

W Alpach wytyczono tysiące tras wycieczkowych i spacerowych, siłą rzeczy muszę zawęzić opisywany obszar. W tym wpisie skupię się na Alpach Pennińskich, a konkretnie na dwóch najbardziej znanych dolinach: Mattertal (z główną miejscowością Zermatt) oraz Saas (główna miejscowość Saas Fee).

Zermatt

Miejscowość Zermatt to jeden z najpopularniejszych alpejskich kurortów. Każdego roku zjeżdżają tu dziesiątki tysięcy turystów z całego świata, a sezon trwa praktycznie cały rok. Zematt oferuje najbardziej zróżnicowaną ofertę hotelową i gastronomiczną oraz doskonałą infrastrukturę turystyczną. Bez problemu zaopatrzymy się tu w sprzęt turystyczny, dowiemy o warunki na szlakach, otrzymamy mapki poglądowe.

To wszystko ma jednak swoją cenę: Zermatt jest miasteczkiem bardzo drogim i zatłoczonym. Przyjemność obcowania z górami jest ograniczona, kolejki linowe przecinają co drugi stok. Z drugiej strony, w grupie bezpieczniej: w dolinie Mattertal nigdy nie jesteśmy sami, co przekłada się na możliwość łatwiejszego uzyskania pomocy od turystów na szlaku. Zermatt atmosferą porównałbym do polskiego Zakopanego.

Saas Fee

Saas Fee będzie propozycją dla turystów szukających spokoju i odosobnienia. Ruch turystyczny jest tutaj bardziej rozproszony, w dolinie Saas jest kilka miejscowości które przyjmują turystów. Na szlakach często bardziej prawdopodobne jest spotkanie świstaka lub kozicy niż człowieka - zwłaszcza poza letnim szczytem sezonu i powyżej linii schronisk. Doświadczenie obcowania z górami jest tutaj nieporównywalne, jednak w razie problemów ciężej będzie uzyskać natychmiastową pomoc na szlaku.

Poruszanie się po dolinie Saas jest tańsze niż w rejonie Zermatt - komunikacja lokalna dla mieszkańców hoteli i guesthouse’ów w dolinie jest bezpłatna. Wliczone są w to także kolejki linowe.

Alpy Szwajcarskie szlaki

Po tym krótkim wstępie możemy przejść do opisu szlaków.

  • Zaczniemy w Dolinie Saas od szlaku spacerowego wokół sztucznego jeziora Mattmark, jednej z ikon regionu. Wycieczka może być rozszerzona o zwiedzanie lodowca, jednak ten fragment pozostawiam turystom bardziej zaawansowanym.
  • Kolejną propozycją będzie wycieczka z Kreuzboden do Saas Almagell przepiękną alpejską trasą Alpenblumen Promenade.
  • Ostatnim pomysłem na letnią wycieczkę będzie Szlak Pięciu Jezior w rejonie Zermatt, trasa będąca prawdziwym alpejskim klasykiem od wielu lat i oferująca niezapomniane widoki na Matterhorn.

1 Wokół jeziora Mattmark, Alpy Pennińskie (2224 m n.p.m.), 2h

Pierwsza trasa będzie raczej na rozgrzewkę, idealna na początek przygody z Alpami. Wycieczka ma swój początek w miejscowości Saas Grund, skąd bezpłatnym dla mieszkańców i mieszkających tu turystów autobusem pojedziemy krętą drogą w górę doliny Saas. Trwająca 24 minuty podróż dostarcza niezapomnianych wrażeń estetycznych. Autobus z nielicznymi turystami mija zabudowę miasteczka Saas Grund, potem Saas Almagell, by w końcu rozpocząć wspinaczkę coraz bardziej stromą drogą wzdłuż potoku Saaservispa.

1700, 1800, 1900 m n.p.m. - wysokość zdobywamy bardzo szybko, wbijając się niczym klinem pomiędzy czterotysięczniki Stellihorn oraz Strahlhorn.  Ten drugi jest zresztą najwyższym szczytem (4,190 m n.p.m.), jaki wypatrzeć będzie można z poziomu jeziora. Każdy kolejny wiraż wydaje się być ostatnim, już zbyt wąskim, zbyt ciasnym by zmieścił się na nim podmiejski autobus. W całym autobusie zapada cisza, tylko kierowca nic sobie nie robi z serpentyn pogwizdując wesoło. W końcu docieramy do olbrzymiej tamy utrzymującej tysiące hektolitrów lodowatej wody z roztapiających się alpejskich lodowców. Jesteśmy na miejscu.

Opisany odcinek trasy można pokonać też piechotą lub rowerem - szczególnie ten drugi pomysł jest popularny wśród lokalnych mieszkańców. Po olbrzymim wysiłku związanym ze wspinaczką, kilkukilometrowy zjazd na łeb na szyję krętą asfaltówką wydaje się wystarczającą nagrodą. W tym momencie warto wspomnieć, że w rejonie końcowego przystanku autobusowego zlokalizowana jest całkiem dobra i jak na szwajcarskie realia niedroga restauracja. Tu także mają swój początek liczne szlaki prowadzące tak wokół jeziora, jak i w górę, na widoczne wśród chmur przełęcze i szczyty.

Wokół jeziora

Jezioro obejdziemy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zaczynając od przekroczenia tamy. Krótki rzut oka na drogowskaz, tabliczki w wypisanymi celami podróży i szacunkowymi czasami dojścia kierują się we wszystkie strony. Co ciekawe, w Alpach Pennińskich każdy szlak bez wyjątku zaznaczony jest kolorem czerwonym. My wybieramy drogę na Dischtelalp.

Pierwszy fragment trasy prowadzi ścieżką wykutą w czarnej skale, na którą co rusz spadają strumienie wody z położonych wyżej lodowców i topiących się płatów śniegu. Ścieżka jest momentami podmokła, nieprzemakalne buty wydają się koniecznością. Niektóre strumienie są zbyt silne, by możliwe było ich przekroczenie bez sztucznych ułatwień. W takich miejscach na szlaku zbudowano trwałe, betonowe mosty. Późnym latem wody będzie mniej, a wycieczka o wiele łatwiejsza niż wiosną.

W miarę zbliżania się do przeciwległego końca jeziora nazwanego Dischtelalp liczba turystów spada, a piechura otaczają już tylko majestatyczne szczyty i wszechogarniająca cisza. Choć może cisza to złe słowo - to raczej brak odgłosów cywilizacji. Zatrzymując się na chwilę na krótki posiłek warto wsłuchać się w łoskot spadającej do jeziora wody, świst wiatru uderzającego w skały i… świstanie świstaków, których w tych rejonie nie brakuje. Cudowna chwila niewymuszonej, spontanicznej medytacji na łonie natury.

Dischtelalp i droga powrotna

Dischtelalp to najdalszy punkt wycieczki. Stąd możliwa jest droga dalej w góry, fantastycznym widokowym szlakiem w kierunku przełęczy Monte Moro na granicy włoskiej. Jako że wpis ten poświęcam turystom początkującym, to wspomnę tylko o takiej możliwości i zachęcę do przejścia choć kilkuset metrów w górę, by złapać pełną panoramę jeziora Mattmark z wysokości. My wracamy w kierunku przystanku autobusowego.

Droga powrotna nie różni się znacznie od tej, którą przyszliśmy do Dischtelalp. To znów kombinacja pięknych widoków na jezioro i położone wyżej szczyty, przecinających wartkie strumienie mostów i malowniczych ścieżek. Pewnego rodzaju odmianą są dwa długie tunele, jakie wydrążono w skale kilkaset metrów od przystanku autobusowego. W tunelach przez cały rok jest ciemno, zimno i mokro - weźcie to pod uwagę podczas pakowania się na wyprawę.

Wycieczkę kończymy dokładnie tam, gdzie ją zaczęliśmy - na końcowym przystanku autobusowym Mattmark, albo w pobliskiej restauracji.

2 Alpenblumen promenade : Z Kreuzboden do Saas Almagell (2478 m n.p.m.), 3h

Kolejny szlak jest jednym z moich ulubionych w całej dolinie Saas. Przejście tej trasy to trochę jak wycieczka w Tatry, ale bez tłumu turystów i w większej skali. Zaczynamy w Kreuzboden, popularnej stacji kolejki linowej powyżej miejscowości Saas Grund. Przechodząc cały szlak rozpoczniemy z wysokości 2397 m n.p.m, osiągniemy maksimum na 2478 m n.p.m. a skończymy na zaledwie 1670 m n.p.m. Cechą specyficzną tego szlaku jest fakt, że prowadzi on przez większość czasu w poprzek góry, trawersując zbocze. Turysta, poza chwilowymi podejściami i zejściami, idzie zasadniczo po mało nachylonym terenie, łagodnie w dół.

Sama stacja kolejki Kreuzboden może zatrzymać nas na dobrych… kilka godzin. Tak, to nie pomyłka - Kreuzboden jest popularnym punktem biwakowym dla okolicznych mieszkańców, którzy ściągają tu z całej doliny bo rozłożyć się nad brzegiem jeziorka i podziwiać niesamowite widoki na położoną w oddali dolinę Saas. Wokół Kreuzboden wytyczono ścieżkę edukacyjną, która pozwoli trochę lepiej poznać Alpy i ich charakterystykę.

Alpejskie kwiaty

My jednak ruszamy dalej, podążając za strzałką kierującą nas do Almegelleralp. Już po kilkunastu metrach przekonamy się, że wzdłuż wzdłuż całej trasy rozstawiono kilkadziesiąt tabliczek informacyjnych przedstawiających najważniejsze alpejskie kwiaty i ich charakterystykę. Stąd zresztą nazwa szlaku: Promenada Kwiatów Alpejskich (Alpenblumen Promenade). Część kwiatów rozpoznamy z naszych rodzimych gór, część z ogródków skalnych, zdecydowana większość to jednak gatunki typowe dla Alp, część to gatunki endemiczne występujące tylko w dolinie Saas.

Zatrzymując się przy każdej tabliczce tracimy mnóstwo czasu - to ważna informacja dla wszystkich planujących wycieczkę. Na przejście trasy załóżcie więcej czasu, niż wynikałoby to z jego długości i ukształtowania terenu.

Triftgratji

Minąwszy przerzucony nad strumieniem mostek turysta podąża w kierunku skalistego grzbietu Triftgratji. Cały czas idziemy odkrytym, bezdrzewnym zboczem, zatem nic nie zasłania widoków na dolinę Saas i położone dalej szczyty Alphubel i Allalinhorn. Dla amatorów fotografii jest to trasa - marzenie.

Po kilkudziesięciu minutach wchodzimy na teren skalisty, na którym zalegają olbrzymie bloki skalne kruszące się ze zbocza góry. W celu ochrony położonej niżej miejscowości Saas Grund w poprzek zbocza zamontowano stalowe bariery mające powstrzymać ewentualne lawiny kamieni. Ten odcinek szlaku dodatkowo chroniony jest rozciągniętą w formie barierki liną. Przejście pomiędzy gigantycznymi głazami, które z niewiadomych przyczyn jeszcze nie oberwały się by polecieć z łoskotem w dół, dostarcza dużej dawki adrenaliny. To także wyśmienita lekcja terenowa na temat procesów geologicznych i klimatycznych zachodzących w górach (wietrzenie skał).

Almagelleralp

Dalsza trasa to czysta przyjemność. Pokonując kolejny grzbiet górski turysta będzie w stanie uchwycić położone kilkanaście kilometrów dalej sztuczne jezioro Mattmark, które szerzej opisałem na poprzedniej stronie. Idąc dalej, będzie jeszcze bardziej malowniczo. Widok drewnianej górskiej chaty na tle ośnieżonych szczytów zostaje w pamięci na długie tygodnie. To znakomite miejsce, by zrobić sobie przystanek i pokontemplować majestatyczne piękno gór. W tle słyszymy dzwonki pasących się owiec i łagodne podmuchy ciepłego, letniego wiatru.

Schronisko - restauracja Almagelleralp położone jest w dolinie o tej samej nazwie. Charakterystyczny budynek o czerwonych okiennicach widzimy już z oddali. Od tego momentu czeka nas dość długa i żmudna droga zakusami w dół doliny. Wysiłek wynagradzają niezapomniane widoki na dolinę i położone wyżej szczyty. Szczególnie polecanym czasem na wycieczkę jest późna wiosna lub wczesna jesień, gdy kolory w dolinie są intensywne, a słońce operuje nieco łagodniej.

Ostatni odcinek trasy prowadzi znów dość ostro w dół, początkowo wzdłuż strumienia, potem przez las, w kierunku miejscowości Saas Almagell. Zmęczonym podróżnikom polecam zejście do strumienia i zanurzenie zmęczonych stóp w lodowatej wodzie. Naturalna krioterapia naprawdę regeneruje nogi i redukuje potencjalne pęcherze. Ostatnim wartym wspomnienia momentem na trasie jest olbrzymi wodospad, jaki mijamy na obrzeżach Saas Almagell. Ci odważniejsi mogą się tu zdecydować na kąpiel od stóp do głów.

3 Szlak Pięciu Jezior (Five Lake Hike), Zermatt, dolina Mattertal (2537 m n.p.m.), 4h

Przenosimy się do kolejnej doliny położonej ciągle w Alpach Pennińskich: do doliny Mattertal. Punktem wypadowym jest miasto Zermatt, ikona Alp Szwajcarskich. Z miasteczka kolejką linową (lub o własnych siłach) zdobywamy stację kolejki górskiej Sunnegga. Kilkadziesiąt metrów dalej naszym oczom ukazuje się pierwsze i najbardziej oblegane górskie jezioro na szlaku: Leisee. Zauważamy, że w jeziorze możliwa jest kąpiel, wokół jeziora dozwolone jest rozpalenie grilla. Rozwinięta infrastruktura - plac zabaw, drabinki, barierki, czynią to miejsce przyjaznym dla rodzin z dziećmi.

Jezioro położone jest około stu metrów poniżej punktu widokowego Sunnegga. Zamiast schodzić w dół i tracić wysokość, polecam zostawić sobie odwiedziny nad jeziorem Leisee na koniec wycieczki, a teraz wyruszyć dalej w kierunku jeziora Stellisse i schroniska Fluhalp.

Stellisee

Szlak prowadzi początkowo wzdłuż słupów kolejki linowej, która wdziera się brutalnie między skały. Okolice Zermatt są dość silnie poprzecinane wyciągami narciarskimi, całość robi momentami przygnębiające wrażenie. Szczęśliwie ścieżka porzuca w końcu trasę kolejki linowej by zniknąć na kolejnym grzbietem górskim. W dole dostrzegamy lazurowe wody kolejnego jeziora - Grindjisee. Gdy obejrzymy się za siebie, dostrzeżemy sylwetkę najsłynniejszej góry świata - ikonicznego Matterhornu.

Wzdłuż szlaku zorganizowano liczne punkty widokowe i biwakowe, na których turysta może zregenerować siły a także dowiedzieć się czegoś więcej o poznawanym terenie, czytając informacje zamieszczone na tablicach informacyjnych.

Jezioro Stellisee to jedno z najpiękniejszych jezior górskich na świecie. I nie, nie jest to przesada. Krystalicznie czyste wody jeziora rozlewają się w niecodziennej scenerii. Patrząc na zachód dostrzeżemy bez problemu trójkątny szczyt Matterhorn odcinający się wyraźnie na tle innych gór. Patrząc na wschód i na południe, widzimy zarys schroniska Fluhalp i dalej przykryty lodowcem masyw Monte Rosa - najpotężniejszy masyw górski całych Alp. Jezioro jest na tyle czyste i na tyle głębokie, że bez problemu można tak napić się z niego wody jak również wykąpać. Uwaga - woda jest lodowato zimna!

Grindjisee

Z poziomu jeziora Stellisee możliwy jest marsz dalej w górę, do schroniska Fluhalp, albo powrót w dół okrężną trasą. Wybieramy odbicie w dół i po kilkunastu minutach naszym oczom ukazuje się kolejne jezioro o niezwykłym kolorze - Grindjisee. W odróżnieniu od poprzednich zbiorników, to jezioro jest dużo mniejsze i płytsze, zasilane tylko niewielkimi strumieniami spadającymi z sąsiadujących zboczy górskich. Całość przypomina oazę wciśniętą między ośnieżone i skaliste niedostępne szczyty. Odwiedzając to miejsce wczesnym rankiem można spróbować uchwycić sylwetkę Matterhornu odbijającą się w spokojnej tafli jeziora. Raj dla fotografów…

Grunsee i Mosjesee

Jeśli nie macie całego dnia na wędrówkę lub siły zaczynają Was opuszczać, nadkładanie drogi do jeziora Grunsee będzie kiepskim pomysłem. W porównaniu z urodą poprzednich zbiorników, czwarte jezioro na szlaku jest zwykłym przeciętniakiem. Dodatkowo wrażenia estetyczne rujnuje odkryte wyrobisko skalne w tle i wszechobecne liny i kable poprowadzone w kierunku kopalni. Wbrew nazwie, woda w jeziorze wcale nie ma silnie zielonego zabarwienia. A może wszystko zależy od pory dnia i roku, kąta padania promieni słonecznych i jeszcze innych zmiennych? Jak by nie było, obszar jeziora Grunsee stanowi rezerwat przyrody i z pewnością trzeba odnotować go jako ważny punkt na Szlaku Pięciu Jezior.

Mosjesee, piąte i ostatnie odwiedzane jezioro jest zbiornikiem sztucznym, w którym kąpiel jest niemożliwa. Jego wody powstrzymywane śluzą mają silnie lazurowy kolor. Także z tego miejsca możliwe jest wypatrzenie majestatycznego wierzchołka Matterhorn.

Leisee

Na koniec wycieczki w Alpy Szwajcarskie wracamy nad jezioro, które widzieliśmy na samym początku. To idealne miejsce na regenerację po trudach całodziennej wędrówki. Na brzegach jeziora Leisee rozłożono leżaki, wokół nie brakuje miejsc na rozłożenie koca. Pod koniec dnia tłumy przerzedzają się i nad wodą robi się przyjemnie spokojnie. Z uwagi na mniejszą wysokość i duże nasłonecznienie, pod koniec dnia w okolicy jeziora jest też zauważalnie cieplej. Z okolicznych wzgórz uchwycimy znakomitą panoramę na wiele okolicznych szczytów, wliczając oczywiście wielokrotnie wspominany Matterhorn. Osoby bardziej romantyczne mogą poczekać na nadchodzący cichy zachód słońca.

Uwaga: podane przeze mnie czasy przejścia są orientacyjne, zakładają dobrą formę fizyczną i nie uwzględniają przystanków na odpoczynek. W nawiasach zaznaczyłem też najwyższą wysokość z jaką spotkamy się na danym szlaku.

Idąc w góry, a już na pewno w Alpy Szwajcarskie, zawsze sprawdź pogodę i spakuj się odpowiednio do warunków.

Podobne wpisy

Determined woman throws darts at target for concept of business success and achieving set goals