Subscribe

Koniec turystyki. Czy model turystyki masowej XX wieku wyczerpuje się?

2017-08-26 Ilustracja: tłum turystów z parasolkami na wąskim kamiennym moście

Wpis opublikowany w sierpniu 2017 roku. Ceny, rozkłady, przepisy i inne informacje praktyczne mogły się od tego czasu zmienić.

Do poniższych przemyśleń zainspirowała mnie fala artykułów na temat ruchu antyturystycznego. Przez Barcelonę, Wenecję i Dubrownik przetaczają się manifestacje przeciwko napływowi turystów. Pojawiają się przypadki fizycznych napaści na gości z zagranicy oraz inne akty przemocy. Lokalne rządy postanawiają prawnie ograniczać liczbę zwiedzających. Władze Amsterdamu na stronie internetowej wprost proszą o nierezerwowanie noclegów w tym mieście!

Z drugiej strony, coraz więcej turystów wraca do domu rozczarowanych. Rozczarowanych tłokiem, brudem, wiecznymi kolejkami i zawyżonymi cenami. Rzeczywistość zwiedzających w niczym nie przypomina tej reklamowanej w broszurach biur podróży. Turyści traktowani są jak chodzące portfele, na każdym kroku naciągani na kolejny wydatek. O realnych kontaktach z lokalsami mogą raczej zapomnieć.

Czy to ewidentne przesilenie w relacjach zwiedzających i gospodarzy oznacza to koniec modelu turystyki, jaki znamy z ostatnich dziesięcioleci?

Ruch antyturystyczny

Początkowo informacja ta wywołała we mnie oburzenie - jak ludzie, którzy przecież żyją z turystyki, mogą przeciw turystyce protestować? Czy nie podcinają w ten sposób gałęzi, na której sami siedzą? Jeśli wypłoszą turystów, z czego będą żyć? Po chwili przyszła refleksja. Skoro protestujący potrafią zrzeszać się i organizować wielotysięczne manifestacje, problem rzeczywiście musi istnieć. Ruch antyturystyczny nie jest wołaniem garstki radykałów.

Na koniec pojawiło się… zrozumienie. Przecież i ja w pewien sposób przynależę do ruchu antyturystycznego. Przynależę mentalnie. Już od dawna narzekam na zbyt dużą liczbę turystów przetaczających się każdego dnia przez Rynek Główny w Krakowie. Jestem zmęczony hałasem i brudem generowanym przez nierzadko pijanych gości z zagranicy. Oburzają mnie coraz wyższe ceny w restauracjach i barach, niepokoi ciągły wzrost cen wynajmu mieszkań, nie tylko w ścisłym centrum Krakowa.

Z ręką na sercu - nie zdarzyło Ci się myśleć podobnie?

Barcelona, Wenecja, Kraków…

Wszystko zaczęło się w Barcelonie i równolegle w Wenecji. Oba miasta są perłami europejskiej turystyki, odwiedzanymi corocznie przez setki tysięcy ludzi. W miarę napływu odwiedzających, mieszkańcy Barcelony zaczęli obserwować negatywne zmiany generowane przez wzmożony ruch turystyczny. Pojawiło się to, co znam osobiście z ulic Krakowa, tylko chyba w większej skali.

Lokalne środowisko…

Przede wszystkim tłumy maszerujące ulicami Barcelony każdego dnia wywierają presję na lokalne środowisko. Ilość śmieci, odpadków, plastikowych butelek walających się po ulicach wzrasta proporcjonalnie do liczby odwiedzających miasto. Z roku na rok, ulice miasta (zwłaszcza te boczne) coraz bardziej przypominają dziki śmietnik.

Zachowanie samych turystów też odbiega od ogólnie przyjętego hiszpańskiego wzorca zachowania. Będąc na wakacjach, czują się oni niejako zwolnieni z obowiązku utrzymywania dobrych manier. W końcu to urlop - wreszcie można zaszaleć… To, co jest chwilą relaksu lub zapomnienia dla urlopowiczów, staje się przykrą codziennością dla lokalnych mieszkańców. Głośni, przekrzykujący się turyści blokujący ruch pozując do kolejnego selfie to tylko wierzchołek góry lodowej.

Wieczorami problem tylko narasta. Morze alkoholu wypite w masowo otwieranych barach przynosi efekt. Na ulicach pojawiają się grupy pijanych gości z zagranicy, którzy zupełnie nie kontrolują swojego zachowania. Zwłaszcza Anglicy, którzy stanowią największą grupę odwiedzających Hiszpanię, zachowują się w sposób kontrowersyjny. Bieganie nago po ulicach, sikanie do fontanny, wymiotowanie na ulicy wprost na czyjąś wycieraczkę zaczyna stanowić przykry standard. Część pijanych gości staje się agresywna. Na ulicach robi się po prostu niebezpiecznie.

…i lokalne portfele

Brudne, niebezpieczne ulice uniemożliwiające codzienne życie to jedna strona medalu. Druga strona medalu ma wymiar ekonomiczny. Na turystach da się zarobić więcej niż na lokalnych mieszkańcach. Prawda ta dotarła już dawno do restauratorów, hotelarzy, najemców. W najbardziej popularnych turystycznych destynacjach z roku na rok poziom cen wzrasta. Rosną ceny obiadów w restauracjach, drożeje herbata, kawa czy piwo w kawiarniach i barach.

Duży popyt na miejsca noclegowe zmienia trendy na rynku nieruchomości. Coraz częściej lokale zamiast regularnego wynajmu przeznaczane są na najem krótkoterminowy. Wynajmowanie pokoi i mieszkań na doby zwyczajnie bardziej się opłaca. Sukces Airbnb oznacza porażkę rodzin z dziećmi, studentów, zwykłych mieszkańców miasta. W miejsce dawnych mieszkań pojawiają się hotele, hostele, apartamenty. Dawni mieszkańcy zmuszeni są do wyprowadzki, nie mogąc unieść stale podnoszonego czynszu.

Problem ten dotyka nie tylko ścisłe centrum miasta. Te od dawna są dla mieszkańców wymarłe. Dość powiedzieć, że na krakowskim Rynku zameldowanych jest dziś tylko 105 osób! Teraz kolej przyszła na dzielnice ościenne. Kolejne kwartały miast wyludniają się bądź zmieniają swój charakter. Największym problemem jest gentryfikacja. Jest to zmiana charakteru dzielnicy mieszkalnej, pierwotnie zamieszkanej przez szerokie spektrum lokatorów, w strefę zdominowaną przez mieszkańców o stosunkowo wysokim statusie materialnym. Biedni szukają mieszkań na obrzeżach miasta, w centrum pozostają tylko bogaci.

Dlaczego właśnie dziś?

Jeszcze do niedawna turyści traktowani byli jak skarb, jak żyła złota. Powszechnie uważano, że rozwój turystyki przyczynia się do rozwoju całego miasta. Co zmieniło się przez ostatnie lata? Skala zjawiska.

Popatrzcie na wykres powyżej. Jeszcze w 1990 roku Barcelonę odwiedziło tylko 1 730 000 turystów. Od tego czasu liczba mieszkańców miasta jest w miarę stała i wynosi 1 600 000 ludzi. Prosty rachunek: w 1990 roku na 1 mieszkańca przypadał mniej więcej 1 turysta. Nie tak źle…

W 2000 roku napływ turystów zwiększył się - na 1 mieszkańca przypadało już 2 turystów. Prawdziwy boom miał miejsce w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku. W 2010 roku Barcelonę odwiedziło ponad 7 milionów osób! Liczba ta z każdym rokiem rośnie. Obecnie na 1 mieszkańca Barcelony przypada ponad 5 turystów. Czy barcelończycy w Barcelonie mogą się czuć ciągle u siebie?

Wszystkie wyżej opisane problemy nie były znaczące przy  1-2 milionach turystów odwiedzających miasto rocznie. Równowaga została jednak zachwiana, a potem zburzona na początku XXI wieku.

Skąd ci turyści?

Co takiego zmieniło się w XXI wieku powodując masowy napływ turystów do europejskich miast. Zastanówmy się. Przede wszystkim podróżowanie stało się tańsze i łatwiejsze. W dobie tanich lotów i Internetu zorganizowanie wycieczki do dowolnego europejskiego miasta zaczyna być łatwe. Zbyt łatwe?

Moim zdaniem, na skokowy wzrost liczby turystów w Europie wpływ ma:

  • dostępność tanich lotów (Ryanair, Wizzair, loty za złotówkę)
  • dostępność informacji (Internet, wyspecjalizowane fora i blogi turystyczne)
  • dostępność tanich lokali (Airbnb)
  • łatwość przemieszczania się (strefa Schengen)
  • moda na turystykę

W mojej ocenie turystyka stała się dziś banalnie prosta i wyjątkowo tania. Jeszcze nigdy wyjechanie do innego europejskiego miasta nie było tak bezproblemowe. Co więcej, wyjeżdżanie za granicę jest wyjątkowo modne. Każdy chce pochwalić się na Facebooku zdjęciem pod Wieżą Eiffela lub pod Koloseum. Turystyka staje się produktem masowym.

Turystyka jak chińska podróbka

Wraz ze spadkiem cen, postępującą masowością turystyki, zmieniają się też zwyczaje samych turystów. „Turystyka” coraz bardziej oddala się od „podróżowania”. W turystyce nie chodzi już o odkrywanie nowego, przekraczane granic, autentyczne doświadczenie. Wyjazdy są coraz bardziej sztampowe i spłycone.

Pobyty turystów za granicą stają się coraz krótsze. Popularność zdobywają wyjazdy weekendowe, które siłą rzeczy ograniczają się do pospiesznego „zaliczenia” najważniejszych miejsc. Oczywiście w tłumie odwiedzających mających dokładnie identyczne plany na ten weekend.

Krótsze pobyty, upowszechnienie turystyki sprawia, że statystyczny turysta wydaje na pobyt mniej pieniędzy niż kiedyś. Korzysta z tanich noclegów (Airbnb) i couchsurfingu. W przeciwieństwie do hoteli, Airbnb płaci bardzo niskie podatki lokalne. W znikomym stopniu przyczynia się do wzrostu lokalnego dobrobytu.

Wynajem mieszkań, a nie hoteli oznacza też, że gotować będziemy sobie raczej sami. Pieniądze, które kiedyś wydawane były w restauracjach, dziś zostają w kieszeni turysty. Mimo że sam chętnie korzystam z Airbnb, zaczynam zauważać wady takiego rozwiązania dla lokalnej społeczności.

I w końcu, masowo odwiedzane są miasta, które połączyła sieć tanich linii lotniczych. Miasta, do których można dotrzeć za przysłowiową złotówkę. Lokalizacje położone z dala od popularnych szlaków lotniczych są dużo mniej zatłoczone. Presja turystyczna dotyka miasta - porty docelowe znanych linii lotniczych na R oraz na W.

Trochę to szokujące - niegdyś miasta położone na przecięciu ważnych dróg i szlaków handlowych zyskiwały na znaczeniu. Położenie na przecięciu szlaków handlowych zapewniało dostatek. Dziś, to miasta - porty lotnicze docelowe wydają się rozwijać najprężniej. Ze wszystkimi negatywnymi skutkami tego wzrostu.

Przyszłość turystyki

Model turystyki w obecnym kształcie jest moim zdaniem nie do utrzymania. Malejące ceny i duża dostępność informacji jeszcze bardziej ułatwią wyjeżdżanie za granicę. Ciągle wzrastająca liczba turystów spowoduje zbyt dużą presję na społeczności lokalne. Po Barcelonie i Wenecji kolejne miasta organizować będą ruchy antyturystyczne, sprzeciwiając się niekontrolowanemu napływowi zwiedzających. Turyści zaczną być niemile widziani w następnych europejskich krajach.

Z drugiej strony, doświadczenia turystów także będą się pogarszać. Zatłoczone centra miast, kolejki do najważniejszych atrakcji turystycznych, wrażenie udziału w wyreżyserowanym spektaklu będą skutecznie odstraszać następnych przyjezdnych. Sytuację pogarszać będą rosnące ceny i rosnące zanieczyszczenie najpopularniejszych turystycznych destynacji. Część osób, zamiast wyjazdu za granicę, postanowi jednak zostać w kraju.

W końcu, postępujący rozwój techniki, technologie VR (rzeczywistość wirtualna) pozwolą na „zwiedzanie” najciekawszych miejsc Europy bez wychodzenia z domu. Siadając wygodnie na kanapie i zakładając okulary VR przeniesiemy się do Paryża, Rzymu czy Wenecji.

Mając do wyboru wygodne oglądanie atrakcji przez VR lub wielogodzinne oczekiwanie w kolejkach, wybierając między spokojnym oglądaniem atrakcji w swoim tempie, z prywatnym przewodnikiem VR a szybkim zaliczaniem kolejnych punktów w tłumie i ścisku, coraz więcej osób wybierze to pierwsze. Masową turystykę zacznie wypierać technologia VR.

Ostatecznie turystyka masowa, niczym chińska podróbka rzeczywistości, straci całkowicie swój czar. Podobnie jak chińska podróbka zostanie odrzucona przez świadomych konsumentów na rzecz pełnowartościowego produktu. Potencjalnie, ten odwrót od turystyki może być na tyle silny i nagły, że spowoduje krach na rynku turystycznym i odwróci się przeciw organizatorom ruchu antyturystycznego.

Odwrót od plastikowej turystyki

Nie chciałbym być w tym miejscu źle zrozumiany. Nie jestem przeciwnikiem turystyki jako takiej. Ba - nie jestem wcale przeciwnikiem turystyki masowej! Akceptuję fakt, że nie każdy ma w sobie duszę podróżnika. Znakomita większość turystów preferuje bezpieczeństwo ponad przygodę, zaplanowany harmonogram ponad improwizację, znane miejsca ponad niezbadane zakątki.

Bardzo dobrze. Zadaniem inteligentnych samorządów i organizacji turystycznych jest próba zmiany dotychczasowych zwyczajów turystów. Zamiast silnie reklamować ciągle te same, dobrze znane miejsca, czas zacząć zachęcać turystów do wyjścia poza ścisłe centrum miasta. Akcja musi podkreślać, że wyjście poza centrum jest zarówno bezpieczne, jak i pasjonujące. Przykładowo, zamiast reklamować Rynek Główny w Krakowie, może warto pokazać turystom Kopiec Krakusa? Część ruchu przeniesie się wówczas z centrum miasta, odciąży Starówkę, poprawi doświadczenia zarówno tych w centrum, jak i tych na obrzeżach.

Kolejnym ważnym punktem jest różnicowanie aktywności turystycznych. Przejazd meleksem dookoła Rynku, wycieczka do Wieliczki, wizyta w Auschwitz. Ten pakiet zna chyba każdy turysta polski i zagraniczny odwiedzający Kraków. Rynek Główny, Wieliczka i Oświęcim istne przeżywają oblężenie. W tym samym czasie niedalekie Myślenice, Wadowice, Dolinki Podkrakowskie są niemal puste. I znowu, odpowiedzialny organizator turystyki powinien zapewnić i rozreklamować alternatywne wycieczki i sposoby spędzania wolnego czasu tak, żeby rozładować ruch i zmniejszyć kolejki.

Zmniejszanie sezonowości to kolejne wyzwanie pomocne w walce z tłumami turystów zalewającymi miasto. Wyobraźcie sobie Zakopane w weekend majowy lub ferie zimowe. To małe miasteczko przeżywa prawdziwe oblężenie w wybranych, znanych z góry okresach czasu. Rozsądne władze miejskie powinny zrobić wszystko, by zachęcić choć część turystów do odwiedzin po sezonie. Jeśli chcę zobaczyć przepiękne góry, czemu nie przyjechać w ciepły weekend października? Tatry są wówczas kolorowe, turystów na szlakach niewielu… Jeśli interesuje mnie piwko na Krupówkach, czemu nie listopad? Na zewnątrz ciemno i zimno, pogoda idealnie barowa! Nie musimy się wszyscy spotykać pod Tatrami w tym samym czasie!

Jeśli sytuacja wymyka się spod kontroli, a tłumy nie maleją, w przyszłości może być niezbędne aktywne zniechęcanie kolejnych gości do przyjazdu. W jaki sposób? Podnoszenie podatku lokalnego lub taksy klimatycznej w szczycie sezonu. Zmniejszanie dostępności miejsc noclegowych w ścisłym centrum (podatki, pozwolenia na budowę). Rozwiązaniem ostatecznym może być odgórne zamknięcie wszystkich atrakcji turystycznych w wybrane dni miesiąca - by dać w te dni ulgę lokalnym mieszkańcom.

Na koniec muszę wspomnieć o temacie powoli wracającym do łask - promowaniu turystyki lokalnej. W dobrze pojętym interesie władz lokalnych powinno być zachęcanie do odwiedzin najbliższego otoczenia. Władze centralne powinny wspierać finansowo i organizacyjnie takie inicjatywy. Wszystko po to, by ruch turystyczny był maksymalnie rozproszony i zróżnicowany. Pozwoli to przywrócić turystyce dawny czar i autentyzm, a lokalnym społecznościom czerpać z niej rzeczywiste korzyści.

Źródła:

https://www.theguardian.com/travel/2017/aug/10/anti-tourism-marches-spread-across-europe-venice-barcelona

https://www.theguardian.com/cities/2017/aug/04/tourism-kills-neighbourhoods-save-city-break

https://www.theguardian.com/world/shortcuts/2016/sep/27/dont-look-now-venice-tourists-locals-sick-of-you-cruise-liners

http://www.news.com.au/travel/world-travel/europe/spains-antitourist-movement-is-reaching-boiling-point/news-story/185b003fb1b355f923fec21c31a2b75a

http://www.independent.co.uk/voices/spain-attacks-anti-tourism-british-tourists-visit-barcelona-majorca-valencia-san-sebastian-a7886371.html

http://www.thedebrief.co.uk/news/opinion/if-you-re-here-to-speak-english-then-f-k-off-what-s-behind-the-anti-tourist-movement-in-berlin-20140714997

https://www.irishtimes.com/news/world/europe/holidaying-in-europe-watch-out-for-the-anti-tourism-marches-1.3182600

https://www.statista.com/statistics/452060/number-of-tourists-in-barcelona-spain/

Podobne wpisy

Determined woman throws darts at target for concept of business success and achieving set goals