Łysica, najniższa w Koronie Gór Polski. Warto?

Fot. Polimerek, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons
Ponad 610 m n.p.m. to stanowczo za mało, by zwabić doświadczonych alpinistów i ekstremalnych wspinaczy. Ponad 610 m n.p.m. to wysokość znacznie niższa niż poziom, na którym leży Zakopane. Ponad 610 m n.p.m. to chyba sprytny zabieg natury, która celowo zniechęca turystów do odwiedzin w tym tajemniczym zakątku Polski. Co takiego kryje więc Łysica?
Święta Katarzyna u stóp Łysicy
Wycieczkę na najwyższy masyw Gór Świętokrzyskich najlepiej zacząć w Świętej Katarzynie. Wieś zasługuje na uwagę nie tylko przez nietypową nazwę, choć ta na pewno zaciekawi turystę wertującego mapę regionu. Leży u stóp Łysicy i, trochę wbrew podniosłej nazwie, według podań powstała wokół pogańskiej świątyni. Mieszkańcy od początku osadnictwa uważali Łysicę za niedostępną siedzibę wiedźm i złych mocy. Świątynia miała te moce przebłagać i zjednać sobie ich łaskę.
Według tradycji dopiero w 1399 roku rycerz Wacławek ufundował tu kościółek pod wezwaniem Świętej Katarzyny. Tajemnicza, niemal przeklęta aura miejsca jednak nie zniknęła: bernardyni, a po nich bernardynki mieszkające w tutejszym klasztorze przez wieki przeżywały kolejne pożary. Dzisiejszy klasztor po licznych przebudowach uchodzi za bezstylowy, a z dawnego wyposażenia kościoła zachował się XVI-wieczny obraz Madonny.
Kto lubi zwiedzać, i tak nie wyjedzie ze Świętej Katarzyny rozczarowany: we wsi działa wyjątkowe muzeum minerałów i skamieniałości z kolekcją krzemienia pasiastego, uznawaną za największą w Polsce. Ten minerał, charakterystyczny dla regionu świętokrzyskiego, ma według tradycji właściwości lecznicze, co w jakiś sposób usprawiedliwia ciężkie pieniądze wydane na jego zakup. W 2016 roku właściciel muzeum chętnie i wyczerpująco opowiadał o ciekawostkach regionu, więc z nawiązką zastępował prawdziwą Informację Turystyczną, której tu brakowało.
Żeby nie obciążać i tak zapracowanego właściciela, podaję tylko adres strony z rozkładami busów w okolicy Bodzentyna. W 2016 roku największy portal z rozkładami autobusów wsi prawie nie zauważał. Strona o Bodzentynie podaje rozkład busów PKS Bodzentyn na trasie Kielce - Bodzentyn przez Ciekoty i Wilków (sprawdzone w październiku 2026). Połączenie do samej Świętej Katarzyny sprawdź u przewoźnika. Oto adres: e-bodzentyn.pl.
Czerwony szlak i kapliczki na zboczu
Początek podejścia, zwłaszcza na tak niską górę jak Łysica, zwykle oznacza nużącą monotonię, zerkanie w górę, poprawianie plecaka i ogólne rozproszenie. Czerwony szlak, który ze Świętej Katarzyny wiedzie na szczyt, takich skojarzeń zupełnie nie potwierdza. Już na pierwszych stu metrach czekają na wędrowca dwie ciekawostki.
Kapliczka cmentarna
Pierwsza to kapliczka cmentarna, niepozorna biała budka ukryta między drzewami. Jak wszystko w tej okolicy, ma swoją tajemnicę. Na tynku wewnątrz wyryto podpis ówczesnego wandala, którym okazał się Stefan Żeromski. Pisarz pochodził z pobliskich Ciekotów i nazywany jest sumieniem polskiej literatury, ale sumienie musiał wykształcić nieco później niż w 1882 roku, gdy zeszpecił kapliczkę swoim autografem.
Drugą rzeczą, o której chcę wspomnieć, nie są wcale groby powstańców styczniowych tuż obok kapliczki. Zdziwił mnie za to zamknięty punkt poboru opłat przy wejściu do Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Podczas tej wizyty wyglądało na to, że poza sezonem park jest bezpłatny. Dziś tak nie jest: według informacji parku opłata za wstęp pobierana jest przez cały rok (stan na październik 2026: bilet normalny 11 zł, ulgowy 5,50 zł). Bilet kupisz online, a stacjonarnie w punkcie przy wejściu w Świętej Katarzynie (park gwarantuje sprzedaż minimum od 1 kwietnia do 31 października, poza tym okresem punkt może być zamknięty, jak w 2016 roku, i wtedy opłatę wnosi się online). Dzieci do 7 lat są zwolnione z opłaty.
Mogiły z II wojny światowej
Jeśli za bramą parku skręcimy w lewo, zamiast iść prosto za czerwonym szlakiem, dojdziemy do kolejnych mogił, tym razem z całkiem niedawnej historii. W czasie wojny Albert Schuster i jego niemieccy żandarmi dokonali w tutejszych lasach licznych mordów na mieszkańcach okolicznych wsi. Krzyże postawione w miejscach zbrodni mają ocalić ofiary od zapomnienia.
Kapliczka Świętego Franciszka
Po powrocie na szlak wzrok turysty zwykle przyciąga niecodzienne zgromadzenie. Grupa ludzi stojących w kolejce w środku lasu to nietypowy widok. Mieszkańcy Świętej Katarzyny dobrze o tym wiedzą, a od dziś będzie wiedział także Czytelnik: w lesie na zboczu Łysicy bije magiczne źródło. Komu nie wystarczą lecznicze właściwości krzemienia pasiastego, powinien skierować kroki właśnie tutaj. Według tradycji woda z tego źródełka leczy choroby oczu. Kranik przy drewnianej kapliczce Świętego Franciszka ułatwia nabieranie wody i świadczy o popularności miejsca.
Czy za cudownymi właściwościami wody stoi Święty Franciszek, rozstrzygnąć nie sposób. Poprzestańmy więc na rzetelnym odnotowaniu zapadającego w pamięć obrazka: grupki ludzi dziarsko maszerują w las z pustymi baniakami.
Szczyt Łysicy
Kto unika tłumów, po minięciu kapliczki może odetchnąć - źródło skutecznie zajmuje ludzi, którzy ani myślą iść pod górę z pełnymi baniakami. Po kilkudziesięciu krokach widać, że las na zboczach jest wyjątkowo gęsty i zwarty. Mimo zmęczenia warto spojrzeć także w górę, na korony drzew. Lasy zajmują zdecydowaną większość powierzchni Świętokrzyskiego Parku Narodowego, a rosną tu między innymi okazałe jodły.
Mimo to turyści nie mogą narzekać na nudę. W miarę zdobywania wysokości robi się chłodniej, a krajobraz zmienia się nie do poznania. Warto odwiedzić te góry wczesną wiosną, gdy na szczycie wciąż panuje surowa zima, a niższe, nasłonecznione partie Łysicy dopiero budzą się do życia.
Strome stoki, głębokie doliny, liczne strumienie spływające z gór i gołoborza na szczytach: Góry Świętokrzyskie mają pierwotny, dziki urok, a Łysica nie jest wyjątkiem. Gołoborze oznacza, że szczyt jest już blisko. Co bardziej niecierpliwi mogą wziąć tę większą grupę skał za wierzchołek. Na szczycie Łysicy jesteśmy jednak dopiero wtedy, gdy zobaczymy replikę pamiątkowego krzyża i informacyjny schemat szlaków na tablicy poniżej.
Sam wierzchołek może trochę zawieść wymagających turystów. Spektakularnej panoramy tu nie ma, w ramach rekompensaty czekają za to kilka drewnianych ławek i miejsce na ognisko. Gorąca herbata wśród śniegów Łysicy pozwoli przeboleć brak niezapomnianych pejzaży. Warto też wiedzieć, że według pomiarów naukowców z Politechniki Świętokrzyskiej, przedstawionych w lutym 2019 roku, najwyższym szczytem Gór Świętokrzyskich jest Skała Agaty (613,96 m n.p.m.), czyli o około 60 cm więcej niż sama Łysica.
Niebieskim szlakiem do Bodzentyna
Strumienie spływające z północnych stoków Łysicy w stronę Bodzentyna przecina niebieski szlak łączący Świętą Katarzynę z Bodzentynem.
Bodzentyn
Bodzentyn ośmielę się nazwać typowym, przeciętnym miasteczkiem z aspiracjami. Jak każde miasto z wielowiekową historią, skupia się wokół rynku. Rynek jest dworcem mikrobusów i miejscem, w którym zbiegają się szlaki turystyczne przechodzące przez Bodzentyn.
Podróżnego, który w słoneczne niedzielne południe wysiądzie na rynku, uderzy zapewne cisza i spokojny rytm życia w teoretycznym centrum. Trzeba uczciwie przyznać, że nieliczni mieszkańcy nie mają wielu powodów, by tu zaglądać. W 2016 roku oprócz niewielkiej kawiarni i kwiaciarni na rogu rynek oferował tylko kilka ławek pod tablicą informacyjną, na których przysiąść mogą spragnieni słońca lub plotek bodzentynianie.
Zakończyć opis Bodzentyna w tym miejscu byłoby jednak niesprawiedliwe. Urażeni lokalni patrioci z pewnością zarzucą mi powierzchowność i pominięcie najważniejszych punktów miasta. Na szczęście kościelne dzwony bijące w samo południe wskazują drogę do prawdziwego centrum.
Zagadka rozwiązana: niedzielna suma zgromadziła większość obywateli Bodzentyna. Wychodzą teraz z kościoła roześmiani i rozgadani, zupełnie inni niż śmiertelnie poważni w wielkim poście „świadomi katolicy”. Kościół jako wspólnota wiernych wydaje się w Bodzentynie w pełni spełniać swoją rolę - fakt, który wielkomiejscy bywalcy smutnych bazylik dawno stracili z oczu.
By nas ogniem nie karał do skończenia świata
Mijam parafian wracających na niedzielny obiad i idę ku ruinom XIV-wiecznego zamku, po drodze przechodząc przez okazały plac. To górny rynek, nad którym góruje posąg świętego Floriana na wysokiej kolumnie. Bodzentyn prawie w każdym stuleciu nawiedzały katastrofalne pożary, więc mieszkańcy postawili pomnik patronowi strażaków, licząc na jego przychylność. Niestety, w pożarze z 1917 roku spłonęła większość osady, a sama figura pozostała nietknięta.
Sam zamek, a może pałac biskupi, to kolejny dowód, że scentralizowana władza kościelna od dawna nie rządzi życiem Bodzentyna: opuszczony ponad 200 lat temu pałac popadł w ruinę. Zaradni bodzentynianie nie rozpaczali długo i rozebrali go na materiał budowlany do budowy własnych domów. W ten całkiem namacalny sposób krakowscy biskupi przyczynili się do rozwoju miasta.
Góra Miejska
Na szczycie Łysicy zdążyłem już odnotować brak punktów widokowych, z których dałoby się objąć wzrokiem niżej położone doliny i wsie. Nieograniczony widok na Wyżynę Kielecką daje za to Góra Miejska na obrzeżach Bodzentyna. Niebieski szlak, którym trzeba iść w górę, łatwo przeoczyć w miejscu, gdzie odbija od głównej drogi. Lepszym punktem odniesienia jest tablica z patronką Gór Świętokrzyskich:
Kręta, jeszcze asfaltowa droga prowadzi w górę, by pod lasem zamienić się w polną ścieżkę. Zanim wejdziemy między drzewa, warto się obejrzeć, bo to pierwsza i ostatnia okazja do uchwycenia panoramy Wyżyny Kieleckiej.
Łąki miłości
Po wejściu do lasu odarte z kory drzewo nie pozostawia wątpliwości, że wkraczamy w brutalny, pełen przemocy świat zwierząt. Chwilę później spłoszona sarna znika w zaroślach, choć to chyba nie ona okaleczyła powoli usychające drzewo? A może dzieła zniszczenia dokonał najokrutniejszy z drapieżników - człowiek?
Niebieski szlak biegnie na południe i przecina liczne strumienie spływające z Łysicy w stronę Bodzentyna. W czasie roztopów woda podtapia tutejsze łąki i tworzy rozległe bagna oraz torfowiska. Turysta nieraz będzie musiał przeskakiwać strumienie płynące w poprzek ścieżki, a czasem pomoże mu prowizoryczny mostek z drewnianych bali.
Za następnym zakrętem gęsty las rzednie i ustępuje rozległej polanie. Wczesną wiosną podmokła łąka z płatami śniegu, kępami gnijącej trawy w wodzie, czarną, rozmokłą ziemią wystającą spod śniegu i stosem siana pod lasem nie budzi raczej skojarzeń z miłością. Skąd wzięła się nazwa Łąki miłości? Zagadkę zostawiam wyobraźni czytelnika i zachęcam do osobistej wizyty.
Po minięciu Łąk miłości, im bliżej Świętej Katarzyny, tym więcej ścieżek krzyżuje się w lesie i tym więcej strumieni przecina drogę. Marsz utrudnia to tylko nieznacznie, bo szlak był dobrze oznaczony i utrzymany. Ostatnia długa prosta przez las traci trochę uroku przez odgłosy samochodów dobiegające z oddali. To znak, że jesteśmy blisko drogi wojewódzkiej nr 752. Za 10 minut wycieczka skończy się w Świętej Katarzynie.
Na podobne, krótkie wycieczki zapraszam w Beskidy: Luboń Wielki, gdzie bywa stromo, Kotoń w Beskidzie Makowskim i Ciecień i Grodzisko z Wiśniowej.
Więcej tekstów o Polsce, pogrupowanych według regionów: Polska okiem Miszy: góry, szlaki i mniej znane zakątki.