Liban: informacje praktyczne. Blog podróżniczy okiem Miszy.

Liban, z uwagi na toczące się u jego granic wojny, jest krajem rzadko wybieranym przez turystów. Mało znany, zbyt skonfliktowany z sąsiadami, by wycieczkę dało się połączyć ze zwiedzaniem innych państw regionu, Liban niemal nie istnieje w świadomości polskich turystów. Może stąd wynika znikoma ilość informacji, jakie znaleźć można w polskim internecie na temat tego fascynującego państwa. Tym wpisem postaram się odpowiedzieć na pytania, jakie możecie zadawać sobie przez wyjazdem do Libanu. Zachęcam do aktualizowania i poprawiania informacji w komentarzach pod wpisem - podzielcie się w innymi swoimi doświadczeniami!

Jak dolecieć do Libanu

Celowo zatytułowałem ten fragment „Jak dolecieć do Libanu” a nie „Jak dojechać do Libanu”. Do Libanu nie wjedziemy obecnie drogą lądową - przekroczenie granicy od strony Syrii jest, z uwagi na toczącą się tam wojnę domową, praktycznie niemożliwe (choć granica jako taka pozostaje otwarta). Zamknięte pozostaje przejście graniczne z Izraelem, który okupuje część terytorium Libanu.

Pozostaje samolot. I tutaj mam dla Was dobre informacje - niewielka popularność Libanu wśród turystów i utrzymująca się niestabilność regionu wpłynęły korzystnie na ceny biletów lotniczych. Bejrut często pojawia się w promocjach polskich linii LOT (Szalone Środy LOTu), w cenach nieprzekraczających 700-800 PLN za bilet w dwie strony. Ciekawą alternatywą jest oferta greckich linii Aegan Airlines, które operują na trasie Ateny - Bejrut oraz Warszawa - Ateny. Bilet łączony Warszawa  -Ateny - Bejrut można ‚upolować’ już za 600-700 PLN w dwie strony. Osobiście gorąco zachęcam do połączenia wycieczki do Libanu ze zwiedzaniem Aten.

Wiza do Libanu

Wiza do Libanu dla Polaków wyrabiana jest bezproblemowo na lotnisku - nie ma potrzeby aplikowania o wizę przez wyjazdem w ambasadzie. Jest to wiza jednokrotnego wjazdu na okres jednego miesiąca, z możliwością przedłużenia do trzech miesięcy. Ważna sprawa! W paszporcie nie możecie mieć stempli wjazdowych do Izraela. Paszport musi być ważny przynajmniej pół roku. Na lotnisku konieczne będzie też potwierdzenie rezerwacji w hotelu na pierwszy dzień pobytu. Pamiętajcie o dokonaniu rezerwacji hotelowej przynajmniej na ten pierwszy nocleg, żeby uniknąć kłopotu z wyrobieniem wizy. Wydrukowaną potwierdzoną rezerwację pokazujecie celnikowi na wjeździe.

Turyści w Libanie

Wspomniałem wcześniej, że popularność Libanu wśród zagranicznych turystów spada od czasu wybuchu wojny domowej w Syrii. Zjawisko to możecie prześledzić na poniższym wykresie. Rok 2010 był rekordowy dla sektora turystycznego w Libanie, po raz pierwszy liczba zwiedzających przekroczyła 2 miliony. Wojna w Syrii wybuchła w 2011 roku, co znalazło odzwierciedlenie w radykalnym zmniejszeniu ilości osób odwiedzających Liban. Od tego czasu, turystyka w Libanie znajduje się w stanie stagnacji.

Zmienił się też profil gości odwiedzających Liban: obecnie najliczniejszą grupę turystów stanowią Arabowie z Iraku. Wśród Europejczyków dominują Francuzi. Ma to swój wpływ na język, w którym porozumieć możemy się w Libanie - zaskakująco mało ludzi (też młodych!) mówi po angielsku. Osobiście byłem w szoku, młodzież kraju będącego finansowym centrum regionu, nazywanego kiedyś Szwajcarią Bliskiego Wschodu, ma problemy w porozumiewaniem się po angielsku.

Jeśli nie angielski, to co? Tradycyjnie Liban ma związki z kulturą francuską. „Ostatni ogród frankofonii na Bliskim Wschodzie” - to określenie spodobało mi się szczególnie. Wieczorem w Bejrucie, gdy wsłuchamy się w odgłosy ulicy, usłyszeć możemy także przebijający się przez hałas ulicznego ruchu głos Edith Piaf dobiegający z głośników w odrapanych kamienicach z naprzeciwka.

Po francusku dogadamy się zwłaszcza ze starszą częścią społeczeństwa, która pielęgnuje pewnego rodzaju sentyment za minionymi czasami, kiedy to Liban był terytorium mandatowym Francji. Młodzi i tego języka raczej nie obsługują. Bariera językowa może być poważnym problemem utrudniającym poznawanie Libanu, zwłaszcza jego codziennego oblicza. Dla fascynatów pozostają rozmówki arabskie.




Booking.com

Kiedy jechać? Pogoda w Libanie

W mojej opinii najkorzystniejszym okresem do zwiedzania Libanu jest późna wiosna. Położonych na wybrzeżu Morza Śródziemnego miast jeszcze nie paraliżuje obezwładniający upał, jednak jest wystarczająco ciepło, żeby wskoczyć do wody na plaży albo poopalać się. Przedpołudnia i wieczory można przeznaczyć na zwiedzanie, spacerowanie przyjemnie ciepłymi uliczkami miast, późną kolację w restauracji na świeżym powietrzu. Koniec wiosny to też czas, kiedy w górach topnieje śnieg i możliwe jest swobodne eksplorowanie pereł Libanu, Doliny Qadisha oraz sanktuarium św. Charbela w Annaya.

Ważna informacja dla chcących połączyć zwiedzanie Doliny Qadisha i Bcharre z odwiedzinami w Baalbek - prowadząca przez góry Libanu droga Bcharre: Baalbek przez większą część roku jest nieprzejezdna z uwagi na zalegający śnieg. Realnie o pokonaniu tej trasy można myśleć tylko latem. Trasa Bcharre - Baalbek nie jest obsługiwana komunikacją publiczną.

Lato w Libanie może być dobrym okresem na wycieczki w góry Libanu, zwiedzanie lasów cedrowych lub wylegiwanie się na plaży. Na intensywne zwiedzanie może być latem za gorąco. Amatorzy nart mogą rozważyć odwiedzenie Libanu zimą - miasteczko Bcharre położone u wrót Doliny Qadisha to popularny wśród Libańczyków ośrodek narciarski.

Ceny w Libanie

Wizyta w Libanie nie należy do tanich. Poziom cen z pewnością może zaskoczyć. Średnio noclegi i żywność będzie dwukrotnie droższa niż w Polsce. Za łóżko w pokoju wieloosobowym w jedynym hostelu w Bejrucie zapłacimy 20 USD. Wynajęcie pokoju dwuosobowego w hostelu to koszt 45 USD. Noclegi w hotelach są odpowiednio droższe.

Ceny wymieniam w dolarach - dolar jest równoległym środkiem płatniczym do libańskiego funta. Na pewno zdarzy Wam się zapłacić za obiad w dolarach i dostać resztę w libańskich funtach lub na odwrót. Przelicznik jest prosty: 1 USD = 1500 LBP.

Z kolei za obiad w Bejrucie zapłacić będziemy musieli minimalnie 10 USD, przeciętnie na tani obiad w restauracji przeznaczcie 50 PLN. Stosunkowo tani w Libanie jest transport, podróż autobusem z Bejrutu do Tripolisu kosztuje 5000 LBP. Niedrogie są kursujące po Bejrucie taksówki. Tani jest też świeżo wyciskany sok pomarańczowy sprzedawany przez ulicznych handlarzy…

Sprzedawca pomarańczy
Świeży sok z wyciskanych pomarańczy. Najlepszy stosunek cena/jakość w Libanie.

Transport

Skoro jesteśmy przy transporcie - część z Was rozważa pewnie wynajęcie samochodu i zwiedzanie Libanu na własną rękę. Jest to rozwiązanie wygodne i wcale nie najdroższe, zwróćcie tylko uwagę na kulturę jazdy w krajach basenu Morza Śródziemnego - Libańczycy jeżdżą bardzo agresywnie, często używają klaksonu. Ja wolę zwiedzać kraje jeżdżąc komunikacją publiczną. Daje mi to szansę na poznanie przypadkowych osób, porozmawianie z nimi i zdobycie informacji z pierwszej ręki od tych mitycznych „zwykłych, przeciętnych mieszkańców”.


Booking.com

Lotnisko Bejrut

Zacznijmy od przejazdu z lotniska do centrum Bejrutu. W nocy jedyną możliwością jest przejazd taksówką. Z uwagi na położenie lotniska (na południe od Bejrutu, w niebezpiecznej dzielnicy) każdy inny wariant transportu jest bardzo niebezpieczny. Taksówkę można zamówić przez internet, z dużym wyprzedzeniem.

Oficjalne korporacje taksówkarskie są w Libanie wiarygodne i popularne. Na trasie z i na lotnisko obowiązuje stała cena 26.000 LBP (lub 17 USD). Polecam firmę White Taxi: [email protected] Zarezerwowałem u nich mailowo kierowcę w środku nocy. Taksówkarz czekał na mnie na lotnisku z karteczką z moim nazwiskiem. Działa, sprawdzone, bezpieczne.

W dzień istnieje możliwość przejechania tej trasy busikiem miejskim (cena 1000 LBP). W teorii dojeżdża tam linia 5 ze skrzyżowania Cola i linia A z ronda Dora/Placu Męczenników. Poniżej mapa komunikacji miejskiej w Bejrucie:

Transport po Bejrucie

Najlepszą opcją jeżdżenia po mieście są shared taxi, czyli wspólne taksówki. Idea jest prosta - kierowca taksówki jadąc w zadanym kierunku zabiera kolejnych pasażerów, aż w aucie zbierze komplet podróżnych. Każdy płaci taką samą cenę bez względu na pokonany odcinek. Cena to 2000 LBP.  Czasami na dalsze odległości cena może podskoczyć do 4000 LBP, ale wtedy kierowca przynajmniej w teorii powiadamia o tym podróżnego przez zabraniem go do auta. Obecnie coraz częściej za kółkiem taksówek siadają Syryjczycy, skłonni przewozić pasażerów nawet za 1000 LBP. Powoduje to napięcia na linii Syryjczycy - Libańczycy.

Samochód możemy łapać praktycznie wszędzie, duże skrzyżowania to najlepsze miejsce. Złapanie taksówki jest bezproblemowe. Taksówki same proponują przejazd, połowa aut w Bejrucie będzie na Was trąbić albo migać światłami proponując przejażdżkę.

W Bejrucie istnieje też sieć transportu publicznego, są to mikrobusy o często zmieniających się trasach. Przejazd kosztuje 1000 LBP bez względu na długość trasy. Ten rodzaj transportu jest bardzo powolny, busiki stają dosłownie co kilkadziesiąt metrów, ale częstotliwość busów duża. Libańczycy korzystają z niego na bardzo krótkich trasach albo gdy są raczej ubodzy.

Transport międzymiastowy

W Libanie istnieje tylko jedna regularna linia autobusowa z prawdziwego zdarzenia. Mowa o autobusach Connexion kursujących na trasie pomiędzy Charles Helou Station w Bejrucie a Trypolisem. Więcej informacji tutaj. Autobusy są szybkie, wygodne, komfortowe i, co ważne, odjeżdżają zgodnie z rozkładem jazdy (nawet 4 razy na godzinę). Pozostałe miasta w Libanie połączone są za pomocą mikrobusów - ich rozkład jazdy jest trudno dostępny, odjeżdżają w różnych miejsc (rond) w Bejrucie.

I tak np. Baalbek i Sidon obsługiwane są przez dworzec - rondo Cola. Kierunek północny (Bcharre) to dworzec - rondo Dora. Zazwyczaj bus odjeżdża po zebraniu kompletu pasażerów.

Mapa Libanu

Moim prywatnym zdaniem mapy wydawnictwa Reise Know-How nie mają sobie równych. Są dokładne, aktualne, lekkie!, wykonane z wodoodpornego i niedrącego się papieru. Nie przeszkadzają w plecaku. Jeśli jesteś zwolennikiem wydań papierowych i szukasz mapy Libanu, najlepszym wyborem będzie w mojej ocenie taka mapa.

Co zwiedzać w Libanie

  • Koniecznie zobacz

Qadisha Valley - miejsce niesamowite, trochę podobne do greckich meteorów, ale o wiele bardziej dzikie, autentyczne, niepoznane. Dolina znajduje sie o około 3 godziny jazdy z Bejrutu. Najpopularniejszą opcją dojazdu jest bus do Trypolisu, a potem przesiadka w kierunku Bcharre. Autobus Bejrut - Tripoli 5000 LBP, odjazd z dworca Charles Helou w Bejrucie. Bus Tripoli - Bcharre 4000 LBP. Możliwa jest też podróż bezpośrednia Bejrut - Tripoli, o czym nie informują przewodniki. Odjazd z dworca-ronda Dora w Bejrucie, koszt 7000 LBP.

Więcej o dolinie przeczytacie w osobnym wpisie : Dolina Qadisha

Sanktuarium Św. Charbela w Annaya
Chcąc poznać katolicką duszę Libanu musimy odwiedzić to miejsce. Charbel jest tam równie popularny jak Jezus, jego obrazki są w samochodach nawet częstsze niż portrety Jezusa. Do Annaya zjeżdżają się pielgrzymi z całego świata. Jest to miejsce położone wysoko w górach, z dala od typowego arabskiego zgiełku, wśród chmur i drzew oliwnych. Doznanie duchowe podczas wizyty w Annaya są niepowtarzalne położenie klasztoru sprzyja refleksji i medytacji. Dla wierzących - miejsce słynie cudami. Wstęp wolny. Dobre miejsce na kupienie wartościowych pamiątek z Libanu.

Do Sanktuarium dostaniemy się busem lub taxi z Byblos. Kursy kończą się późnym popołudniem, potem zostaje tylko autostop. Sanktuarium poświęciłem także osobny wpis: Święty Charbel

Baalbek
Ta olbrzymia rzymska świątynia robi podwójne wrażenie - raz ze względu na swoje położenie pośród gór Antylibanu, gdzie wielkością przewyższa wielokrotnie wszystkie sąsiednie budowle, dwa przez wzgląd na bardzo niespokojne obecnie nastroje w Baalbek. Sprzedawcy pamiątek (są tacy) oferują koszulki z logo Hezbollahu, w oddali słychać wystrzały…

Podróż do Baalbek to wydatek 6000-8000 LBP w jedną stronę, autobus rusza ze skrzyżowania Cola. Bilet wstępu kosztuje 15000 LBP. Drogo, ale wizyta zapada w pamięci. W lecie może być upalnie, kiedy ja zwiedzałem Baalbek w maju temperatura przekraczała 30 stopnie. Pamiętajcie że Baalbek to już prawie pustynia. Dla pasjonatów historii i wielbicieli imponujących zabytków to najbardziej wartościowe miejsce w Libanie. W obrębie kompleksu znajduje się też skromne muzeum z eksponatami odkopanymi na przestrzeni wieków na obszarze Baalbek.


Booking.com

  • Raczej warto

Byblos – ze względu na bliskie położenie od Bejrutu (zakładam, że tu będzie Wasza baza wypadowa), dobrze zadbany zamek krzyżacki i ciekawy port. W jednym z kramów w suku znajdziemy muzeum-sklep oferujący skamieniałe ryby sprzed 100 milionów lat. Ceny zaczynają się od 10 USD, eksponaty są oryginalne. Takie rzeczy tylko w Libanie.

Bejrut – mnie stolica nie urzekła. Strasznie chaotyczna, w centrum dominują żurawie budowlane i drut kolczasty. Dużo blokad policyjnych. Dostęp do plaży bardzo utrudniony. Promenada Corniche chyba trochę przereklamowana, podobnie Pigeon Rocks. Warto przejść się po dzielnicy ormiańskiej, później dla kontrastu wkroczyć do centrum handlowego w arabskiej bogatej dzielnicy Hamra, by spacer skończyć na terenie spokojnego kampusu uniwersyteckiego. Ze względu na kontrasty, walkę o odnowę miasta po zniszczeniach wojennych i noce życie nietypowe dla świata arabskiego, mimo wszystko warto odwiedzić Bejrut.

Tyr – jedyna plaża z prawdziwego zdarzenia w Libanie, miasteczko niemal dziewicze, niewielu turystów dociera tu publicznym transportem. Nie warto wydawać pieniędzy na wstęp do ruin rzymskich, wszystko widać idealnie zza siatki Tutaj piłem najlepszy sok pomarańczowy wyciskany na miejscu przez ulicznego sprzedawcę. Tutaj też miejscowi byli najbardziej kontaktowi i otwarci.

  • Nie warto

Rezerwat Cedrów za Bcharre - cedrów jest dosłownie kilka, całe miejsce przypomina zakopiańskie Krupówki, całkowity przerost formy nad treścią. Zimą krajobraz może się zmienić, pojawiają się też możliwości narciarskie, prawdopodobnie wtedy można rozważyć odwiedziny w rezerwacie i okolicznych górach.

Sydon - przereklamowane. Właściwie niewiele mogę napisać o tym mieście, potraktujcie je jako punkt przesiadkowy w drodze do Tyr.

Trypolis - zbyt niebezpieczne, by ryzykować (o bezpieczeństwie w Libanie za chwilę).

Groty Jeita - stosunke cena/jakość jest co najwyżej przeciętny. Warto poszukać inny grot w okoliach Bcharre.

Pamiątki

Co przywieźć z Libanu? To nie najłatwiejszy temat. W odróżnieniu od pozostałych krajów arabskich, tutaj sprzedawcy nie są zbyt nachalni. Ba, sprzedawców pamiątek jest jak na lekarstwo! Typowy turystyczny souk z pamiątkami znajdziecie w Byblos, można tu kupić kartki pocztowe i drobne pamiątki z logo Libanu.

Ciekawą alternatywą dla chińskiej tandety może być:

  • Odwiedziny w sanktuarium św. Charbela i kupno dewocjonaliów. Obrazy ze św. Charbelem, różańce, zakładki, zeszyciki… Wszystko dobrej jakości, wyprodukowane w Libanie i niosące autentyczny ładunek emocjonalny.
  • Sklepy ze starociami w Bejrucie - kupno miedzianej wazy lub srebrnej zastawy może być interesującą opcją dla tych z nieco zasobniejszym portfelem, szukających pamiątek o dużej wartości użytkowej. Ceny antyków w Bejrucie są zaskakująco niskie jak na ogólną drożyznę panującą w stolicy. Świetny pomysł na niebagatelny prezent z podróży.
  • Muzeum archeologiczne w Byblos, przekształcone w sklepik. Okazy skamieniałych ryb i skorupiaków, ceny zaczynają się od 10 USD.

Jedzenie w Libanie

Kuchnia libańska uważana jest na najlepszą kuchnie świata. Właśnie tak, najlepszą kuchnię świata. Łączy ona w sobie to, co najlepsze w kuchni śródziemnomorskiej poszczególnych państw, dodając coś od siebie: bogactwo przystawek. Na największych, najbardziej wystawnych libańskich ucztach liczba przystawek może osiągnąć 200 !

Tradycyjny obiad składa się z przystawki i 3 dań głównych. Jako przystawka podawana jest często sałatka tabuleh z kaszy kuskus i pietruszki. Dodatkiem jest humus - krem z ciecierzycy oraz tahni - krem z sezamu.

Pierwszym daniem jest gęsta zupa, danie drugie to danie mięsne (przykładowo pieczony kurczak) z ryżem i obowiązkowo cienkim libańskim chlebem pita. Przepysznym wyborem może być kofta - kulki z mielonej jagnięciny w sosie pomidorowym. Trzecie danie to warzywa, podawane na osobnym talerzu, niezależnie od przystawek. Na trzecie danie dostaniemy cebulę w kawałkach, pomidora, oliwki… Deser to oczywiście baklava.

Wszystkim zainteresowanym kuchnią libańską polecam 2 pozycje. Pierwszą jest „Hummus, za’atar i granaty. Kulinarna podróż po Libanie” Samar Khanafer - przepiękny album i książka kucharska w jednym. Świetnie wydana, pisana przez uczestniczkę finałowej 14 III edycji programu MasterChef, pół Polkę, pół Libankę. Kupić ją można za mniej niż 50 złotych np.

Drugą pozycją którą mogę zarekomendować jest „biblia” kuchni libańskiej, „The Lebanese Kitchen” Salmy Hage. Ta książka jest już droższa… Obecnie można ją kupić za nieco ponad 150 złotych.

Libańczycy uwielbiają jeść, zwłaszcza w Bejrucie życie nocne toczy się w najlepsze, restauracje są otwarte do późnych godzin wieczornych.

Liban: bezpieczeństwo

Może zacznę od ogólnika: Liban nie jest krajem bezpiecznym. Jeśli szukasz pokrzepiającej informacji, zapewnienia, że pojedziesz do Libanu i na pewno nic złego Ci się nie stanie, to tutaj go nie znajdziesz. Liban jest krajem dziwnym, gdzie bezpieczeństwo musi być rozpatrywane punktowo.

Ogólnie rzecz biorąc, kraj jest stosunkowo spokojny, pod kontrolą rządu centralnego, gdzie prawo jest raczej przestrzegane. W Libanie nie toczy się wojna ani regularne starcia z policją. Tym niemniej, wyróżnić można tam przynajmniej kilka miejsc, gdzie poziom bezpieczeństwa wyraźnie spada. Masowy napływ uchodźców dodatkowo pogarsza i zaognia sytuację sprawiając, że żadne miasto w Libanie nie może być oceniane jako stuprocentowo bezpieczne.

Osobiście realnie zagrożony czułem się w Trypolisie - niemal przejechał mnie pędzący na sygnale, nieoznakowany samochód z czterema facetami mierzącymi z karabinów przez otwarte okna. Turysta z plecakiem bardzo rzuca się tam w oczy, atmosfera jest raczej duszna i napięta.



Booking.com

Południowy Bejrut też jest bardzo niebezpieczny, regularnie mają tam miejsce krwawe zamachy. Ja nie zapuszczałem się tam pieszo i Wam też radzę unikać tego miejsca. Chcąc jednak dostać się do Baalbek trzeba przez południowy Bejrut jakoś przejechać… W taksówce powinno być względnie bezpiecznie. Jadąc w kierunku południowym ilość żołnierzy zwiększa się w ilości wykładniczej.

W stolicy jest dużo policyjnych checkpointów, to trochę łagodzi sytuację, samo centrum jest bezpieczne. Trzeba dodać, że w ostatnich miesiącach poza zamachami w Bejrucie miały miejsce silne protesty społeczne przeciw całej obecnej klasie politycznej - zatem sytuacja w stolicy jest napięta i ryzyko demonstracji/protestów duże.

Osobnym tematem jest Baalbek - miasto przy granicy z Syrią, gdzie często dochodzi do strzelanin. Zdaniem miejscowych w mieście jest względnie bezpiecznie, choć na pewno nie spokojnie. Bliskość granicy z Syrią robi swoje. Podczas mojego pobytu w Baalbek słyszałem serie z karabinów maszynowych, krzyki przez megafon, zamieszanie na ulicy. Ostatecznie okazało się że był to zwyczajny pogrzeb. Libańczycy silne emocje wyrażają strzelając w powietrze. Jeśli jesteś wrażliwy na strzały, nieobyty z napiętą sytuacją to raczej odradzam ten kierunek. Ja z bezpośrednim zagrożeniem się tam nie spotkałem.

Południe Libanu - przy granicy z Izraelem, w okolicy strefy okupowanej może być niebezpiecznie. Tam jednak nie byłem. Najdalej na południu byłem w Tyr i było idealnie spokojnie.

Sprzęt fotograficzny

Jadąc na wyprawę w niezwykłe strony, wybór aparatu staje się kluczową kwestią. Moim zdaniem, aparat fotograficzny zabierany w podróż powinien być przede wszystkim lekki i kompaktowy. Zabieranie ze sobą ciężkiej lustrzanki i kilku obiektywów w praktyce nie sprawdza się - aparatu nie chce się wyjmować z plecaka i wiele przepięknych ujęć po prostu przepada.

Z drugiej strony, nie uznaję kompromisów w kwestii jakości zdjęć. Branie taniego kompaktu na wyprawę życia to pomyłka - przywieziemy zdjęcia byle jakie, niedoświetlone, prześwietlone, nieostre… i potem długie lata będziemy tego żałować.

Kompromis? Jak najbardziej jest możliwy. Technika idzie do przodu, na rynek odważnie wkraczają aparaty bezlusterkowe, będące pomostem między jakością lustrzanek i małymi rozmiarami cyfrówek. Taki aparat zawsze można mieć przy sobie, nawet będąc na szlaku. Żaden kadr nam nie przepadnie, a jakość zdjęć śmiało może konkurować z fotografiami zrobionymi lustrzanką. Do modeli, które mogę polecić, należą Fujifilm X-T10 (dla półamatorów) oraz Fujifilm X-T1 (dla profesjonalistów).

Zresztą, zobaczcie sami:

Chyba tyle… Bezpiecznego, choć bogatego we wrażenia wyjazdu życzę! I jeszcze raz zachęcam do komentowania i uaktualniania mojego wpisu.

Więcej: Liban